niedziela, 19 lutego 2017

Kulturalnie przy kominku #1: Musimy porozmawiać...

    W cyklu "Kulturalnie przy kominku" będą się dzielił z Wami filmami, serialami czy książkami z którymi miałem okazję się zetknąć i które uznałem za godne polecenia (lub wręcz przeciwnie). Czyż nie przyjemnie jest usiąść wieczorem w fotelu, przy rozpalonym kominku i uciąć sobie pogawędkę o dobrej książce czy filmie? Co prawda, kominka tutaj nie mamy, a bardzo mi zależało, aby cykl przywołał miłe skojarzenia i wprowadził ciepłą atmosferę. Myślę jednak, że to żaden problem dla nas. Od czego mamy nieskończoną wyobraźnię, którą aż kipi z naszych głów? Nie wiem jak Wy, ale ja już rozgrzewam się od trzaskającego, wesołego ognia i czuję unoszący się w powietrzu zapach palonego, dębowego drewna. Zapraszam, usiądźcie ze mną.


    Pierwszą pozycją o której chciałem opowiedzieć jest "Wątpliwość" z 2008 roku. Głównie do obejrzenia filmu zachęciło mnie nazwisko Meryl Streep w obsadzie. Jej wyzywające spojrzenie z plakatu filmowego szybko mnie zaintrygowało. Chciałem zajrzeć w jej oczy i dociec co tak naprawdę skrywa się w duszy jej postaci. O duszy, można rzec, jest w tym filmie sporo. Akcja dramatu rozgrywa się w murach katolickiej szkoły prowadzonej przez siostry zakonne. Jednak sam obraz nie skupia się na Bogu. Dotyka przede wszystkim kontrowersyjnego tematu, jakim jest pedofilia wśród księży.
   Generalnie uważam, że owy problem pokazany został w łagodny sposób. Domyślam się, że film miał na celu przede wszystkim skłonić widza do r
efleksji, a nie zaszokować. Przez prawie dwie godziny obserwujemy, prowadzone na własną rękę przez zakonnice, śledztwo mające ujawnić niestosowne kontakty miejscowego proboszcza z uczniami. Myślę, że film jest o tyle ciekawy, że widz właściwie wie dokładnie tyle samo, ile wspomniane siostry zakonne. Może wysnuć podejrzenia tylko na podstawie tego, co one same widziały. Czy uważacie, że miały racje i dowiodły winy? Czy może macie... wątpliwość? 


    O filmie "Musimy porozmawiać o Kevinie" myślę do dziś. Jest to dramat psychologiczny wobec, którego nie można przejść obojętnie. Już pierwsza scena filmu zrobiła mi w głowie małe fiu bździu. Główna bohaterka Eva (Tilda Swinton) jest z natury marzycielką i romantyczką. Jej hobby od zawsze były podróże. Kiedy w niespodziewanym momencie musi sprostać nowej roli, jaką jest macierzyństwo, wszystko się zmienia. Na świat przychodzi Kevin i od samego początku coś jest nie tak. Pomimo, że główna bohaterka stara się jak najwięcej miłości okazać synowi, ten z dziwną premedytacją uprzykrza kobiecie życie. Im jest starszy, tym większy wywołuje w niej strach.
   Uważam, że film jest naprawdę mocny w odbiorze. Jest to jeden z tych, których nie ogląda się z przyjemnością. Zdecydowanie zadedykowany jest widzom, którzy nie boją się pełnej gammy emocji i uczuć, niekoniecznie pozytywnych. Swoiste zdziczenie i brutalizm ukazywanej rzeczywistości jest główną cechą filmu. Nieustanne przeplatanie retrospekcji z czasem rzeczywistym wprowadza widza w dodatkowe zakłopotanie. Kto zawinił i czy można było zapobiec strasznym wydarzeniom?


Oglądaliście któryś z tych filmów? Jeżeli nie, to jaki tytuł Was bardziej zainteresował?